Faza wysokich krążków trwała około 3 dni, później wszystko przebiegało już we względnym spokoju. Po tygodniu chciałem przelać piwo na cichą fermentację, ale zmierzyłem gęstość i okazało się, że z początkowych 12,5 stopni Plato gęstość spadła zaledwie do 5, postanowiłem więc przetrzymać brzeczkę na burzliwej jeszcze przez święta. Po Wielkanocy nadal miała ona 5 stopni, co mnie nieco zmartwiło, bałem się bowiem, że mam do czynienia z zatrzymaną fermentacją. Zamieszałem fermentorem, podniosłem temperaturę z 18 do 20 stopni i drożdże troszkę się obudziły. Podbudowany tym faktem po trzech dniach zmierzyłem gęstość i okazało się, że drożdże odfermentowały do... 5 stopni Plato. Co się okazało? Końcówka areometru utykała w gęstwie, która zebrała się na dnie fermentora (pomiaru dokonywałem bowiem bezpośrednio, nie odbierając próbki), przez co wynik był zafałszowany. W tej sytuacji postanowiłem, że nie będę kombinował już z przelewaniem na cichą (zwłaszcza że wymagałoby to trzech dekantacji – przelania na cichą do fermentora z kranikiem, a potem przed rozlewem ponowne przelanie do fermentora bez kranika, przygotowanie sprzętu do rozlewu i znowu przelewanie – mnóstwo bezsensownej roboty i duże ryzyko infekcji), a po prostu przetrzymam piwo na burzliwej do końca planowanego czasu fermentacji. Łącznie stało w fermentorze przez 3,5 tygodnia. Nawiasem mówiąc, myślę, że pozostanę już przy metodzie pozostawiania piwa w jednym fermentorze – zalety dekantacji nie są bynajmniej oczywiste, za to każde przelewanie to ryzyko zakażenia piwa. Wyjątki będę robił dla piw chmielonych na zimno i dla drożdży, z których będę chciał zebrać gęstwę.
Ekstrakt końcowy piwa wyniósł ostatecznie 3,5 stopnia.
Rozlew przebiegł raczej bezproblemowo, choć dezynfekcja butelek to dość nużące zajęcie. Rozlewałem do nieużywanych butelek, nie musiałem więc na szczęście bardzo dokładnie ich czyścić. Ponadto mam dzięki temu wszystkie butelki takie same, co stanowi IMO dodatkowy walor estetyczny. W etykiety się na razie nie bawiłem, uznałem, że przyjdzie na to czas, gdy będę nieco lepiej wiedział, co ja tak właściwie robię. ;)
| Zdaje się, że trzeba wpisać na listę zakupów suszarkę do butelek... Wystarczy potrącić jedną i wszystko leci. |
| Surowiec do refermentacji. Reinheitsgebot to moje piwo nie spełni... ;) |
![]() |
| Wybaczcie kiepską jakość – robione komórką. |
| Kapslowanie trwa. |
Muszę przyznać, że widok kraty zakapslowanych butelek budzi w człowieku poczucie dobrze wykonanej roboty. ;)
Zabutelkowane piwo poszło do refermentacji. Przedwczoraj, z okazji zakończenia drugiej warki (o której w następnym wpisie), otworzyłem z ciekawości jedną z butelek (tak, wiem, sporo za wcześnie, ale chcę mieć porównanie – jakie jest teraz, a jakie będzie po leżakowaniu). Wyglądało całkiem nieźle, choć ta piana na ziemię nie powala:
| Wasze zdrowie! |
Podsumowując, jak na pierwsze piwo zapowiada się całkiem dobrze! Zresztą co tu kryć – za sukces uważam już fakt, że nie skwaśniało. ;)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz